Przemysław Pająk
02 grudnia, 2008
Czy już wszyscy obejrzeli odcinek “The Simpsons”, który parodiuje Apple? Tak? To świetnie. Po raz kolejny przyczyniliśmy się wszyscy do popularyzacji, mitologizacji i demonizacji firmy Apple i Steve’a Jobsa.
Siły PR Apple muszą zacierać ręce; kolejny darmowy “pijar”. Na dodatek nie od kolejnego analityka, ani nawet od gazety z rankingiem na najpopularniejsze gadżety. W sukurs przyszedł bowiem kultowy serial animowany “The Simpsons”, który w Stanach Zjednoczonych ma status uwielbienia chyba nawet większy niż “Bolek i Lolek” w Polsce.
Animowany sitcom na cel wziął kilka cech dystyngujących Apple: inwazyjny marketing, pozycjonowanie produktów w najwyższej kategorii cenowej premium i kultowe uwielbienie dla prezesa firmy. U Simpsonów pojawiają się: Apple Store (jako Mapple Store), MyPody (czyli iPody), oraz MyiPhone’y (czyli iPhone’y). Jest też Steve Jobs, który występuje jako Steve Mobs (swoją drogą doskonale sparodiowane nazwisko; mob(s) to po angielsku ktoś z mafii, gangster, ale także skrót od mobbingu…). Jest też przewodnie hasło Apple, które na lata zdefiniowało opozycję Apple do wszystkiego złego, co utożsamiane było przez Microsoft i IBM – “Think Different”. Czyli wszystko to, co Apple komunikuje i chce komunikować światu od lat.
Po obejrzeniu Simpsonów i kilku salwach śmiechu u każdego, kto obejrzy ten odcinek pozostanie w głowie jedno – Apple ma kultowe produkty, które każdy chce mieć; Apple ma swoją własną sieć sklepów; Apple zarządzane jest przez charyzmatycznego wodza. Za tak dużo wiadomości pozostawionych w głowie konsumenta siły reklamy Apple musiałyby wydać fortunę. PR – świadomie lub nie – zdobył to za darmo. Na dodatek siła przekazu sama winduje się na czołowe miejsca dosłownie wszystkich wiodących serwisów internetowych, a nawet mediów tradycyjnych. Za darmo Apple dostaje to, za co inni zapłaciliby każde pieniądze – przestrzeń reklamową na całym Globie.
Współczesny przekaz reklamowy rzadko jest pro-sprzedażowy. Dzisiaj zadaniem komunikacji marketingowej jest dotarcie z komunikatem do konsumenta, co nie jest wcale takie proste we współczesnym świecie, w którym przekaz reklamowy wyskakuje wprost z każdej lodówki. Każdy przekaz, który komunikuje pewne wartości i dociera do konsumenta jest sukcesem, nawet ten negatywny. Parafrazując pojęcie “madonnizacji kultury współczesnego świata” analitycy rynku reklamy wcale nie dziś czy wczoraj zauważyli, że “nieważne jak, ważne żeby wcale”, dlatego że negatywny przekaz wyzwala chęć własnego poznania fenomenu, chęć zmierzenia własnej opinii z tą negatywną. Oczywiście to ocena uśredniona, gdyż dla wielu anty-fanów Simpsonowie parodiujący Apple będą jedynie potwierdzeniem, że Steve Jobs to diabeł wcielony, a Cupertino chciałoby wydrzeć od nich ostatniego grosza (lub centa). Na świecie znajdzie się jednak wielu ludzi, którzy dzięki Simsonom nie tylko usłyszą po raz pierwszy o Apple i jej produktach, ale również takich, którzy już dziś pobiegną kupić iPoda, czy iPhone’a, bo “Simpsonowie się nim bawili”.
A o tym, że Apple i Steve Jobs wcale nie mają hopla na super poważne traktowanie siebie samych można przekonać się oglądając poniższy pastisz reklam “Get a Mac” pokazany przez samą Apple na konferencji WWDC w 2007 roku. Aż tak dalece parodia Simpsonów nie różni się od tego, z czego Apple śmiało się z samej siebie.
AKTUALIZACJA: Z YouTube znikają kolejne materiały z odcinkiem Simpsonów o Apple. Rafał Pawłowski (Tonymontana) z MyApple przygotował więc własną kopię.
| poprzedni wpis | początek | następny wpis |
Czy aby na pewno za darmo? Czy nie jest to czasem przewrotny, “Simpsonowski” product-placement?
Nawet jeżeli tak, to Apple na pewno nie przepłaciło…
Nie wiem jak mogłem wcześniej przegapić ten filmik z WWDC 07… genialne to jest. A co do odcinku Simpsonów to mam bardzo mieszane uczucia…
Ten fragment Simpsonów to po prostu zwykły pastisz. I tak jak patisz można interpretować różnie, to jednak zawsze z dystansem, Przemku – bo o to chodzi generalnie w grotesce.
Więc Twój komentarz w postaci “Po obejrzeniu Simpsonów i kilku salwach śmiechu u każdego, kto obejrzy ten odcinek pozostanie w głowie jedno – Apple ma kultowe produkty, które każdy chce mieć.” świadczy o dużym braku należytej perspektywy. Tam gdzie miejsce na śmiech z karykaturalnego obrazu Apple, Ty wkraczasz z dyskursem o marketingu. Przemku, trochę dystansu, nie wszystko rozbija się o darmową przestrzeń reklamową.
Również zauważyłeś ciekawe przekręcenie nazwiska Steve’a – Mobs. Mnie to akurat najbardziej rozśmieszyło. W wolnym tłumaczeniu może to oznaczać np. Steve Atakuje, bo “mob” jako czasownik może oznaczać bezpardonowo atakować lub zalewać np. rynek. A jako rzeczownik “mob” oprócz określenia mafii oznaczać jeszcze – w tym przypadku bardziej adekwatnie – grupę fanatyków, którzy wzajemnie podniecają się jakąś ideą.
@makojad – czyżby? a widziałeś początek odcinka, kiedy ta dziewczynka (nie wiem jak ona ma na imię, bo nie jestem fanem Simpsonów) zachwyca się iPodami i iPhone’ami? Czyż to nie jest darmowa przestrzeń reklamowa?
Jeszcze raz powtórzę: nikt chyba nie mógł zrobić lepiej Apple niż ci cali Simpsonowie. I jak jakow napisał powyżej wcale teraz nie jestem przekonany, że ten swoisty product placement nie został zaplanowany.
@przemekspider: Przemku, zachwyt też można przedstawić groteskowo (np. w Apple Store jest tak ’sterylnie’). Moim zdanie w formach takich jak zaprezentowana przez twórców the Simpsons chodzi o odrobinę śmiechu i dystansu do rzeczywistości Apple, a nie o rozważania w stylu czy to reklama darmowa, czy opłacona.
Twój blog Przemku, dla przykładu, też można obrócić w groteskę i powiedzieć, iż jest czystą, bezkrytyczną i darmową przestrzenią reklamową dla Apple (chyba że o czymś nie wiemy)
@makojad:
poza odrobina smiechu jest to zdecydowanie darmowy lub nie brand placement, jesli tego nie zauwazasz – spoko, ale dla kazdego kto ma odrobine marketingowej soczewki w postrzeganiu swiata jest to oczywiste
a dotarcie z tak jasnym przekazem, do tak duzej grupy odbiorcow, jaka stanowia fani simpsonow, byloby prawie niemozliwe przy uzyciu innych kanalow komunikacji
@makojad:
poza odrobina smiechu jest to zdecydowanie darmowy lub nie brand placement, jesli tego nie zauwazasz – spoko, ale dla kazdego kto ma odrobine marketingowej soczewki w postrzeganiu swiata jest to oczywiste
a dotarcie z tak jasnym przekazem, do tak duzej grupy odbiorcow, jaka stanowia fani simpsonow, byloby prawie niemozliwe przy uzyciu innych kanalow komunikacji