Przemysław Pająk
28 stycznia, 2009
18 komentarzy, 40 odsłon
Nowy iLife ‘09 już pojawia się na półkach sklepowych, a w nim nowa wersja GarageBand z lekcjami gry na instrumentach prowadzonych przez sławnych artystów. Według jednego z wiodących blogów technologicznych TechCrunch, lekcje te mogą być kolejną rewolucją Apple na rynku muzycznym. Naprawdę?
Apple przygotował już podwaliny pod przyszły wielki biznes zamykając lekcje w “Lesson Store” i za drobną opłatą (5 dolarów za lekcję) pozwala adeptom muzycznym pobierać lekcje gry na instrumencie prowadzone m.in. przez Stinga. Pewnie, kto by nie chciał uczyć się gry na gitarze pod okiem Gordona Sumnersa! Tyle, że każdemu kto kiedykolwiek uczył się grać na instrumencie muzycznym musi wydać się to takie powierzchowne… Cóż bowiem da jedna, czy druga lekcja Stinga, który pokaże funkcje gitarowe i timing do “Roxanne”? Czy nawet opanowawszy prostą piosenkę the Police będziemy mogli ogłosić się gitarzystami?
Z nauką gry na instrumencie jest jak z nauką języka obcego. Żadna, nawet najlepsza na świecie metoda – czy to behawioralna, czy kognitywna – nie nauczy nas języka bez niestrudzonej, wytrwałej i wymagającej wyrzeczeń pracy własnej; godzin spędzonych na klepaniu na pamięć słówek i codziennych konwersacji nawet sam ze sobą. Tak samo jest z nauką gry na gitarze, czy pianinie – bez setek godzin, niejednokrotnie pełnych frustracji i złości, ćwiczeń i analiz nic z tego nie będzie. Wiem co mówię, gdyż w swoim życiu uczyłem się i tego i tego. I to w zasadzie w każdym przypadku podwójnie.
Tak, wiem – dla Apple to po prostu kolejny świetny pomysł na biznes. Zapewne jak dobrze się sprzeda Sting, to w Lesson Store pojawi się i Eric Clapton i Alicia Keys. Za pięć dolarów od lekcji nauczą nas grać “Tears in Heaven” i “Fallin’”. Tyle, że w tym przypadku czuję wewnętrzny sprzeciw… To nie naukę gry na instrumentach będzie sprzedawać Apple, tylko intymny kontakt z gwiazdą.
Nie podoba mnie się to.
PS. Sebastian Ładyżyński na swoim blogu Applemusic.pl zebrał wszystkie próbki lekcji w GarageBand, które Apple pokazało na MacWorld 2009.
| poprzedni wpis | początek | następny wpis |
Apple nie rozdaje dyplomów – nie ma nic złego w tym ze ktoś podlapie kila akordow i zagra piosenkę. Może nawet skloni go to do poważniejszej nauki?
Dla mnie ten “intymny kontakt” jest chyba właśnie najciekawszym elementem. Na pewno będzie w tym troszkę gry aktorskiej ze strony gwiazd, ale myślę sobie, że naprawdę miło jest zobaczyć ich w roli nauczycieli. Jakoś daje mi to głębszy wgląd w ich samych, jako artystów. Co dla mnie osobiście jest bardzo interesujące…
“Artist lessson are not currently available for your region…” I tle byłoby lekcji z Claptonem. Warto o tym wiedzieć, zanim się wyda kasę na apgrejd ajlajfa
@anonimowy – no.., lekcje dostępne tylko dla klientów z kontem na iTunes USA. Ale…, da się to zrobić… (tutka znajdziesz m.in u Bartka Skowronka na Fotogenii).
Wczytuję się w to co napisał autor bloga i za nic nie potrafię uczciwie przyznać słuszność wysuniętym argumentom. Zupełnie nie potrafię znaleźć jakiegokolwiek “przeciw” dla pomysłu wirtualnych lekcji.
Bo też lekcje nauki gry na instrumencie nie są niczym nowym i wydaje je wielu artystów w przeróżnych formatach, na różne instrumenty – bardzo popularne są np. płyty DVD czy nawet książki. Myślę, że każdy kto interesował się nauką gry na instrumencie zdaje sobie sprawę z isntnienia tego typu pozycji (nawet jeśli nigdy nie skorzystał).
Dlatego trzeba chyba bardzo negatywnie oceniać pracę artystów lub samą koncepcję lekcji gry na instrumencie, które skądinąd posiadają dużą wartość (jeśli nie merytoryczną to pedagogiczną czy poznawczą), by stwierdzić, że współpraca Apple z gwiazdami w celu stworzenia biblioteki uproszczonych (czy nawet pokazowych) lekcji gry na instrumentach to jedynie świetna okazja by zedrzeć z miłośników muzyki parę groszy.
Również nie rozumiem dlaczego można by mieć coś przeciwko popularyzacji muzyki, konkretnych artystów, instrumentów, aktywnego kontaktu z muzyką. Myślę właśnie, że każdy wielbiciel/ka muzyki (bo nie każdy kto uczy się muzyki to kocha, tak jak nie każdy jest zachwycony nauką językow obcych) wie, że muzyka wciąga, daje ogromną satysfakcję i bywa prawdziwą pasją (nie dla każdego musi być od razu sposobem na życie).
Przypomnę, że kiedyś lekcje muzyki były elementem kanonu dobrej i pełnej edukacji. Czy każdy był muzykiem? Pytanie retoryczne. Dziś bywa odwrotnie – możliwość powszechnej reprodukcji zarejestrowanej muzyki, skłania niektórych do myślenia, że muzyka to coś, co płynie z zewnątrz. To tak jakby twierdzić, że język to tylko to, co dociera do naszych uszu.
O to chodzi w nauce muzyki, by w pierwszym rzędzie zainteresować, przekazać pasję, oswoić z abstrakcyjnym językiem. Fakt, być może rzadko kto zostanie muzykiem po uproszczonej lekcji (czy zestawie lekcji), nawet od Stinga (oczywiście jako wstęp do przygody z muzyką). Lecz gdy myśleć tym tropem to podobnie – godziny mozolnego ćwiczenia nikogo jeszcze nie uczyniły automatycznie dobrym instrumentalistą, a wkuwanie tysięcy obcych słówek nie sprawia automatycznie, że ktoś rozumie język, który wkuwa.
W Polsce po prostu nie istnieje tradycja nauki muzyki. U nas emeryci nie grają, stąd mała tolerancja do czegokolwiek, niskie wręcz żadne wyrobienie jeżeli chodzi o gust muzyczny. Dlatego powinno się wspierać tego typu inicjatywy, bo to może kogoś zachęcić do zainteresowania się czym kolwiek, i kiedyś może nie będzie w Polsce kolejnego zespołu Feel.
@macieksz: Maćku, w Polsce tradycja nauki muzyki owszem istnieje. Tylko może jej popularyzacja (nauki muzyki) kuleje, bo skupiała się przez wiele, wiele lat minionego wieku na przymusowym dmuchaniu we flet czy stukaniu w tzw. cymbałki.
@makojad tradycja nauki nie istnieje, bo nie polega na nauce muzykowania, a na nauce tak jak sam to określiłeś
waleniu w cymbałki…
@makojad, @macieksz: nie mówi się “cymbałki” tylko “dzwonki”. tak właśnie nazywa się ten instrument z pałeczkami o którym piszecie
.
Czy istnieje w Polsce tradycja muzykowania?… nie tak bardzo, jak w innych krajach. Pierwszy przykład z kapelusza: w Polsce istnieje kilkanaście orkiestr młodzieżowych. W Niemczech – setki (oczywiście, nie porównuje poziomów). Na zachodzie naprawdę dużo więcej ludzi gra. Nie są to profesjonaliści. Ale grają. I chyba chodzi właśnie o to.
Jak ktoś muzykuje, to nie słucha badziewnej muzyki… Ja się cieszę z możliwości rozwoju dla ludzi, jakie się otwierają. Kropka
@Sebastian
Dlatego, Sebastianie, napisałem “tzw. cymbałki”, bo tak się w szkole na dzwonki mówiło, choć niepoprawnie.
A jeśli chodzi o muzykowanie, to w Polsce istnieje mnóstwo, mnóstwo inicjatyw, gdzie ludzie mogą muzykować, właściwie w każdym mieście, miasteczku, we wsi. To się także wiąże z tradycją muzykowania wiejskiego, która jest w Polsce bardzo silna. A nie bardzo się o tym pamięta.
Wiem, że jest problem na wyższym, profesjonalnym szczeblu. To się wiąże po pierwsze z finansami – na istnienie kilkuset orkiestr muszą być środki. A u nas? Ledwo co ciągnie te kilkanaście orkiestr. Ale, po drugie, myślę, że to wiąże się z okresem komunizmu, gdzie muzyka była, jak wszystko, ideologizowana, szczególnie na tych wyższych szczeblach, i zazdrośnie strzeżona. Czyli problem mentalności.
Ostatnio słuchałem w radiu o niesamowitej inicjatywie Joszko Brody i naukowców z UMCS w Lublinie. Odtworzyli oni, zaaranżowali na nowo (w sposób atrakcyjny) i zarejestrowali co ciekawsze fragmenty niedocenianego i zapomnianego folkloru lubelskich wsi. Co ciekawe, pozwolili na płycie śpiewać również oryginalnym artystom. Dla mnie to są piękne inicjatywy, bo one przywracają właśnie (czy po prostu pokazują) polską tradycję muzykowania. Czyli nie tylko szkoły muzyczne, ze swoimi ciemnymi małymi salkami, ale np. to naturalne, zupełnie nieprofesjonalne, ale bardzo piękne i inspirujące muzykowanie, które istniało, istnieje i należy je pielęgnować, a przynajmniej przypominać.
@macieksz; @sebastian – z pewnością nie ma w Polsce kultury muzykowania, ani nauki muzyki. Chyba wszyscy mamy jednoznaczne wspomnienia z lekcji muzyki w szkołach: podstawowych, czy średnich. Porównywalne pewnie z profesjonalizmem zajęć z WF.
Przypomina mi się jedna sytuacja z mojego życia. Swego czasu spędzałem 5 miesięcy w Portugalii. Byłem w ciężkim szoku kiedy wybrałem się tam do knajpy. Ludzie przynoszą tam swoje instrumenty (lub biorą te na stanie) i grają do piwa. Jedni grają, a drudzy śpiewają. Cała knajpa. Piękne to było i nie jednorazowe, bo kilka razy podczas mojego pobytu w Portugalii spotkałem się z tym fenomenem.
W Polsce nie ma kultury gry na instrumentach rodzinnie, czy “po przyjacielsku”. A szkoda.
A wracając do głównego tematu…, ciekawe czy lekcje w GarageBand sprzedawałyby się równie dobrze, gdyby nauczycielami byli anonimowi muzycy…
“intymny kontakt” – ja to bym wolał by Apple udostępniło inne “intymne kontakty” z innymi gwiazdami
@anonimowy – hahahaah, ze Stingiem?
@przemekspider:
Napisałeś: “Z pewnością nie ma w Polsce kultury muzykowania, ani nauki muzyki. (…) W Polsce nie ma kultury gry na instrumentach rodzinnie, czy “po przyjacielsku”. A szkoda.”
Nie wiem, Przemku, gdzie się uczyłeś muzyki, ale jeśli nigdy nie brałeś udziału w muzycznych nasiadówach albo nie grałeś z przyjaciółmi czy rodzinnie, lub też nie słyszałeś nigdy polskiego folkoru na żywo i “w realu”, to masz dużo do nadrobienia.
Słyszałeś nazwiska: Chopin, Moniuszko, Szymanowski, Lutosławski, Karłowicz, Bacewicz, Penderecki, Górecki, Kilar? Gdyby w Polsce nie było tradycji muzycznej, a w tym tradycji nauki muzyki, nigdy byś ich nie usłyszał. Co więcej, czy myślisz, że ci ludzie inspirowali się w swej twórczości portugalską tradycją muzyczną? Chyba masz jeszcze więcej do nadrobienia. Polecam serwis Polskiego Centrum Informacji Muzycznej (http://polmic.pl/)
Twoje powyższe zdania o polskiej muzyce, Przemku, świadczą, w moim przekonaniu, o dużej ignorancji i sporej dozie bezrefleksyjności.
“…ciekawe czy lekcje w GarageBand sprzedawałyby się równie dobrze, gdyby nauczycielami byli anonimowi muzycy…”
Czy że Apple chce zarobić dużo pieniędzy? Chyba o to chodzi, że znane nazwiska przyciągają i popuraryzują. Już ktoś powyżej napisał, że nie dostaniesz dyplomu od Apple + Stinga. Za to niewykluczone, że jakaś ciekawa osoba po kilkudziesięciu minutach ze Stingiem w GarageBand, odnajdzie swoją pasję, a kiedyś może zastąpi Stinga i sama będzie udzielać takich lekcji. Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze.
Co sugerujesz? Że nie ma dobrych muzyków oprócz gwiazd?
nauka muzyki w szkole muzycznej – nie ma nic wspólnego z nauką gry, śpiewu, czy nawet zdobywaniem wiedzy o muzyce. jest przerysowywaniem nutek z książki, uczeniem się tekstów piosenek na pamięć (bynajmniej, nie melodii) bardziej ambitni “puszczają” kawałek Moniuszki albo nawet rozdają dzieciom cymbałki.
moim zdaniem niestety zwyczaj wspólnego muzykowania jest bardzo rzadki… może warto go wskrzesić?
i choć wyciąganie kasy za lekcję gry “u Stinga” budzi we mnie mieszane uczucia… to może zmotywuje to kogoś do muzykowania … nie tylko słuchania.tradycja słuchania muzyki ma się bowiem nieźle.
Tradycja nauki muzyki istnieje drogi Makojadzie, tylko że niestety jest mało rozwinięta i zredukowana do kilku(nastu) hermetycznych szkół muzycznych. To jest przykre. Tradycja spontanicznego muzykowania nie istnieje moim zdaniem i Joszko tego nie zmieni. Folklor to folklor, ale muzykowanie polega na tym, że zbierają się ludzie i spontanicznie grają. Tego w moim mieście nie ma. Chyba, że spotkam się z przyjaciółmi.
Konkludując apeluję, zacznijmy muzykować. Można zacząć od puszek po piwie wypełnionych ryżem, ale grajmy coś po prostu. To rozwija.
PS: i oczywiście mamy dużo dobrych muzyków-profesjonalistów. Tylko, że dyskusja dotyczy (moim zdaniem) popularyzacji muzyki wśród tych, którzy dopiero zaczynają. Oni nie kochają Bacewicz…
@ines – sądzę, że nawet nie w szkołach muzycznych, bo tam to się jeszcze coś dzieje (mało profesjonalnie – jak piszesz – ale jednak się dzieje; ja akurat mam dość miłe wspomnienia); problemem są jednak lekcje muzyki w normalnych szkołach. Po pierwsze są one z reguły lekceważone zarówno przez samo “ciało” (pedagogiczne), jak i w konsekwencji przez uczniów. Po drugie, mało mają wspólnego – jak sama zauważasz – z profesjonalnym podejściem do muzyki.
Moim zdaniem rodzą się z tego dwa problemy: 1) jakości słuchacza w Polsce, gdzie ambitna muzyka rockowa ma bardzo mało miejsca i słuchaczy (choć na to mają także wpływ imbecyle we władzach kompanii fonograficznych w naszym kraju oraz denne wiodące stacje radiowe); 2) braku kultury muzycznej, czyli właśnie wspólnego muzykowania, akceptacji społecznej dla młodzieżowych zespołów, systemu, który by je wspierał, itd.
szczerze mówiąc myślałam o “zwykłych” szkołach ogólnokształcących – napisałam “muzycznych”, sorry :] więc z Twoją opinią się zgadzam
(z muzycznej też mam nie najgorsze wspomnienia,…ale można byłoby jeszcze kilka rzeczy poprawić)
może nie być najgorzej, ciężko powiedzieć czego tak naprawdę słuchają ludzie w domach..
nie chcę się wypowiadać o jakości słuchaczy w Polsce – myślę że mimo tego że istnieją “imbecyle we władzach kompanii fonograficznych w naszym kraju oraz denne wiodące stacje radiowe”
mnie osobiście jakoś tylko boli brak tradycji wspólnego muzykowania, w najlepszym wypadku spotykam się z wspólnym kolędowaniem raz do roku.
zbyt duża część z moich znajomych śmieje się lekko histerycznie gdy zostaje poproszona o zaśpiewanie czegokolwiek (np. kurs angielskiego, lektorka chce nauczyć piosenki, gdy ścisza odtwarzacz ludzie milkną, blokada:P)
nie pozostaje nic innego jak zorganizować wieczór wspólnego muzykowania ze znajomymi, inaczej skończy się na narzekaniu
pozdrawiam