Trudne pytania mediów społecznościowych

Wraz z dynamicznym rozwojem portali społecznościowych mnożą się...
Wraz z dynamicznym rozwojem portali społecznościowych mnożą się...

Jak najtaniej kupić iPhone 4?

Znamy już ceny iPhone 4 we wszystkich polskich...
Znamy już ceny iPhone 4 we wszystkich polskich...

Klucz do przyszłych tabletów i e-czytników ...

Jednym z najważniejszych – o ile nie najważniejszym...
Jednym z najważniejszych – o ile nie najważniejszym...

Przemysław Pająk
06 stycznia, 2009

Droga społeczności Apple,

Po raz pierwszy od dziesięciu lat dane jest mi spędzić święta z rodziną, a nie na intensywnych przygotowaniach do wystąpienia na Macworld.

Niestety, moja decyzja aby to Phil poprowadził prezentację na Macworld, wywołała kolejną falę spekulacji na temat mojego zdrowia. Niektórzy piszą nawet, że leżę na łożu śmierci.

Zdecydowałem się więc podzielić ze społecznością Apple czymś bardzo osobistym po to, abyśmy wszyscy mogli zrelaksowani oglądać jutrzejsze przedstawienie.

Jak wielu z was wie, przez cały 2008 rok miałem problemy z utratą wagi. Dlaczego tak się działo było zagadką zarówno dla mnie, jak i moich lekarzy. Kilka tygodni temu zdecydowałem, że dotarcie do pierwotnej przyczyny tego problemu i naprawienie go musi stać się dla mnie celem numerem 1.

Na szczęście po dodatkowych badaniach moi lekarze uważają, że odnaleźli przyczynę – brak równowagi hormonalnej, który “okradał” mnie z białek potrzebnych do tego, aby mój organizm był zdrowy. Zaawansowane badania krwi potwierdziły tę diagnozę.

Lekarstwo na problem z odżywianiem jest względnie proste i bezpośrednie, i rozpocząłem już odpowiednie leczenie. Ale, tak jak nie straciłem wiele z masy ciała w ciągu tygodnia czy miesiąca, tak moi lekarze uważają, że stracone kilogramy odzyskam nie wcześniej niż przed końcem wiosny. Podczas mojego powrotu do zdrowia pozostanę na stanowisku prezesa Apple.

Przez ostatnie 11 lat dałem z siebie dla Apple więcej niż mogłem. Jeśli nie będę mógł dalej wypełniać swoich obowiązków prezesa Apple, to sam będę pierwszy, który poinformuje o tym zarząd firmy. Mam nadzieję, że społeczność Apple będzie wspierać mnie podczas mojego powrotu do zdrowia pamiętając jednocześnie o tym, że zawsze dobro Apple stawiam na pierwszym miejscu.

Tym samym powiedziałem więcej niż w ogóle chciałem powiedzieć. To jednocześnie wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat.

Steve

Tak brzmi tekst niespodziewanego listu otwartego Steve’a Jobsa do “społeczności Apple” opublikowanego w dniu wczorajszym. Niespodziewanego z co najmniej kilku powodów. Ponadto napisanego w sposób, który w zasadzie potwierdza plotki o nienajlepszym stanie zdrowia Steve’a Jobsa oraz unaoczniającym “nieścisłości” w poprzednich komunikatach Apple.

Niespodziewany to ruch ze strony Jobsa, gdyż:

1. prezes Apple ugiął się pod presją mediów co rusz donoszących o kolejnych przeciekach z Apple mówiących o coraz bardziej dramatycznym stanie zdrowia;

2. Jobs złamał własne słowo, kiedy to na ostatniej konferencji z jego udziałem po podaniu swojego ciśnienia krwi zapowiedział, że to ostatni własny komentarz na temat stanu swojego zdrowia;

3. Jobs dość otwarcie przyznaje, że Apple… nie do końca mówiło prawdę a) o tym dlaczego Phil Schiller (a nie Steve Jobs) poprowadzi keynote na MacWorld oraz b) o stanie zdrowia swojego prezesa.

Przede wszystkim w liście prezes Apple przyznaje, że ma problemy ze swoim zdrowiem. I to wydaje się być najważniejsza informacja przekazana przez Jobsa. Do tej pory Apple albo tłumaczyło kiepski wygląd Steve’a Jobsa “przeziębieniem i związaną z nim słabszą dyspozycją”, albo zaprzeczało, że istnieje jakikolwiek problem z jego zdrowiem. We wczorajszym liście Steve Jobs nie pozostawia jednak cienia wątpliwości – problem zdrowotny istnieje. Nazwał go dość enigmatycznie “brakiem równowagi hormonalnej”, ale poza stwierdzeniem, że “brak ten okrada jego organizm z białek potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania” tak naprawdę nie wyjaśnił na czym ten problem polega, szczególnie w kontekście raka trzustki, z którym borykał się w 2004 roku.

Steve Jobs pisze: “kilka tygodni temu zdecydowałem, że dotarcie do pierwotnej przyczyny tego problemu i naprawienie go musi stać się dla mnie celem numerem 1″. Oznacza to, że na kilka tygodni przed MacWorld 2009 Steve Jobs zdecydował, że zajmie się swoim zdrowiem, a nie czym innym (w tym m. in. przygotowaniami do MacWorld). To stoi w sprzeczności z tym, co Apple podało jako przyczynę braku keynote Jobsa na MacWorld. Przyjmując bowiem tłumaczenia Apple o wycofywaniu się z uczestnictwa z imprez zewnętrznych, nie wyjaśniało to dlaczego to nie Jobs pojawi się na ostatnim keynote. Stoi to także w sprzeczności z tym, co już wcześniej wiedzieliśmy – że Jobs przeszedł w 2008 roku kolejną operację, która według doniesień “New York Times” miała poprawić problemy z trawieniem. Oznacza to, że jednak sprawa nie dotyczy kilku tygodni, ale co najmniej większej części 2008 roku.

Steve Jobs to osoba, która doskonale wie jak sterować informacją publiczną. Od lat maniakalnie pielęgnuje on zasadzie ścisłej kontroli przepływu informacji wewnętrznych w Apple na zewnątrz (potwierdza to m. in. długoletni pracownik Apple w artykule dla “The Guardian”). List ten z pewnością przygotowywany był niezwykle sumiennie przez siły PR i jego cel był jeden – uspokoić inwestorów oraz media przed MacWorld i wystąpieniem Phila Schillera. Potwierdza to timing opublikowania listu dosłownie na moment przed otwarciem sesji giełdowej oraz na dzień przed tym jak zastępy dziennikarzy, analityków, programistów i zwykłych fanów zasiądą albo w hali w San Francisco, albo przed komputerami z napięciem czekając na keynote Schillera. Jak widać po wynikach wczorajszej sesji (Apple wzrosło o 5 procent) oraz reakcji mediów i blogosfery (wydają się być “zrelaksowani” tak, jak życzył sobie tego Steve Jobs), list prezesa Apple zrealizował swoje zadanie.

Niestety wczorajszy list Steve’a Jobsa mówi niewiele o faktycznym stanie jego zdrowia. Co więcej, po jego lekturze nasuwają się pytania na ile rynek może wierzyć przyszłym informacjom prasowym Apple na ten temat.

  początek  

Podziel się

Przeczytaj również

Reklama





16 to “PRowo poprawny list Jobsa. Pytania pozostają”

  1. makojad mówi:

    Widzę Przemku, że korzystałeś garściami z mojego wczorajszego tłumaczenia listu Jobsa http://makojad.com/jobs-o-swoim-zdrowiu/ No i ok, bo to dobre i dokładne tłumaczenie. Mogłeś być uczciwym i wszystko przepisać, podając autora tłumaczenia, jak zwykle się to robi, ale wiadomo – to nie w stylu Spider’s Web. ;)

  2. Wypraszam sobie! Nie potrzebuję z niczyich tłumaczeń korzystać, bo sam robię to dobrze i od wielu, wielu lat. Jestem z wykształcenia anglistą (między innymi) i tłumaczę nieprzerwanie od 2000 roku codziennie!

    Co za bezczelność! Za kogo Ty się w ogóle uważasz? Trochę pokory miły Panie!

    Ps. “Twoje” tłumaczenie zawiera błędy. Popraw swoją wiedzę z angielskiego języka biznesu, to będziemy mogli porozmawiać o dobrych biznesowych tłumaczeniach. Na początek proponuję sprawdzić różnicę w prawie handlowym pomiędzy “board of directors” a “board of control”.

  3. makojad mówi:

    Przemku, jestem profesjonalnym tłumaczem od wielu lat (to mój zawód obecnie) i rozpoznaję swoje tłumaczenia, nawet przekręcone. Ze zwykłego powodu – mam swój styl i używam specyficznych wyrażeń tam, gdzie niekoniecznie ich by użyto. Tak też zrobiłem w tym tekście, z którego powtarzam – czerpałeś garściami (i wiem co mówię). Brak Ci podstawowej przyzwoitości, by się do tego przyznać.

    Co do jakości Twoich tłumaczeń – proszę oto jeden z przykładów, gdzie dajesz plamę, nie rozumiejąc angielskiego tekstu i tworząc treść, której w oryginale nigdy nie było: http://www.przemekspider.com/2008/10/najgupsze-komentarze-na-temat-iphonea-w.html

    P.S. Celowo użyłem określenie “Rada Nadzorcza”, a nie zarząd. Czasem w tłumaczeniu trzeba dokonywać wyborów, lepszych lub gorszych. To jest wypadek, gdzie celowo użyłem tego gorszego wyboru (Board of Directors to może być Rada Nadzorcza po polsku, zależnie od struktury firmy, której w przypadku Apple, jak uczciwie przyznałem, nie sprawdzałem).
    A jeśli mowa o błędach, Przemku, Twoja wersja mojego tłumaczenia nie jest zgodna z angielskim oryginałem w kilku miejscach. Takie są koszta braku samodzielności.

  4. Jeszcze raz powtórzę – podszkol się proszę w języku biznesu. Nie pierwszy raz bowiem wykazujesz elementarny brak wiedzy w tym zakresie (o ile pamiętam nie tak dawno nie widziałeś różnicy pomiędzy udziałami ilościowymi, a wartościowymi). Przyda się zapewne w zawodzie tłumacza.

    Ponadto popraw interpunkcję w Twoim doskonałym tłumaczeniu, bo również szwankuje.

    I nie zapomnij również oskarżyć o “czerpanie garściami” innych, którzy również tłumaczyli list Jobsa, m.in. MyApple i AppleBlog.

  5. makojad mówi:

    Przemku, po raz ostatni powtórzę, że Twoja wersja nie jest podobna ani do wersji MyApple, ani do wersji AppleBlog (nie są one zbyd dokładne), ale do mojej wczorajszej wersji. Użyłem specyficznych dla siebie wyrażeń i składni, które powtórzyłeś w kilku miejscach. “Twoje” tłumaczenie jest pisane szybko, niedokładnie, bez wielkiego namysłu i troski o zgodność z oryginałem – nic dziwnego, że się nie starałeś, bo dysponowałeś moim wzorem.

    Zachodnia kultura pracy nauczyła mnie (i wymogła) nie tyle zważać na wykształcenie, kursy, szkolenia, itd. ile na rezultaty i jakość pracy, które mają być celem. Dlatego nie obchodzi mnie Twoje wykształcenie, ani zakres wiedzy patrzę zaś na efekty – treść Twoich tłumaczeń, które bywają bardzo nieszczęśliwe. Skoro jesteś anglistą, to może tym gorzej dla Ciebie, sam to oceń. Nie mam żadnych rad w związku z tym – jesteś skazany na siebie. Może poza jedną – jeśli się korzysta z cudzej pracy, należy uwzględnić to w tekście.

    P.S.1 “(…) popraw interpunkcję w Twoim doskonałym tłumaczeniu, bo również szwankuje.” Moje tłumaczenie jest bardzo dobre, poprawiałem je kilka razy wczoraj (to zwykła rutyna tłumacza) i myślę, że tak zostanie, nawet jeżeli nie jest idealnie. Jeśli chodzi o interpunkcję, gdybyś był dobrym tłumaczem i rozumiał tekst, zobaczyłbyś, że Jobs sam używa niepoprawnej interpunkcji w kilku miejscach (np. w ostatnim zdaniu), co umyślnie starałem się odwzorować.
    P.S.2 “o ile pamiętam nie tak dawno nie widziałeś różnicy pomiędzy udziałami ilościowymi, a wartościowymi” – proszę o dokładne wskazanie, bo ostatnio nie pisałem o niczym takim
    P.S.3 Za wskazówki co do opanowania języka biznesu szczerze dziękuję, tak zrobię. Zawsze jest co poprawić, a praca tłumacza jest nieodzownie związana z nauką, co akurat osobiście w niej lubię.

    Pozdrawiam i jeszcze raz mówię – nie obraziłbym się gdybyś chciał skorzystać z mojego tłumaczenia oficjalnie (podając źródło). Zrobiłeś to i tak, ale po raz kolejny pokazując, że obce są Ci podstawowe normy przyzwoitego postępowania.

  6. A mnie doświadczenie obcowania z wieloma ludźmi nauczyło, że są tacy, do których idealnie pasuje określenie “bufon”.

    I nie zamierzam dłużej uczestniczyć w tej pyskówce. Tkwij dalej w swoim wyimaginowanym świecie, pełnym melancholijnej ułudy o własnej wielkości i nieomylności. Skoro tak Ci w nim dobrze.

    Ja nie zamierzam już ani z tym polemizować, ani w ogóle uczestniczyć w tego typu dyskusjach.

  7. Mike PL mówi:

    Witam serdecznie,

    Czytam tego bloga od jakiegoś czasu. Robię to z przyjemnością. Przemek Pająk ma fajny styl, nie nadęty, powiedziałbym “user friendly”, a z drugiej strony nie są to takie naiwne teksty jak np. na MyApple.
    Zauważyłem jedną rzecz na tym blogu, która doprowadza mnie do szału, a nie są to posty autora tylko komentarze użytkowników. Nie wiem kim jest i co Przemek zrobił użytkownikowi, który podpisuje się Makojad, ale mam prośbę do Makojada: Czy mógłbyś swojej osobiste pretensje, zarzuty i uwagi, których masz zawsze mnóstwo, kierować np. na prywatną pocztę autora tego bloga. Twoje zarzuty w 99% są bez sensu, podytkowane są jakąś chyba chorą zazdrością, że Przemek prowadzi takiego fajnego bloga. Nie widziałem od kilkudziesięciu postów konstruktywnej dyskusji z Twojej strony, zamiast tego jest zwykłe przypierdalanie się do wszystkiego (sorry za słownictwo).

    Pzdr.

    Mike PL

  8. makojad mówi:

    @Mike PL: Czytam artykuły Przemka, posługując się rozumem krytycznym, podaję merytoryczne argumenty, dokonuję analizy w oparciu o ogólne kryteria, a nie personalne preferencje. Ostatnio faktycznie, zdarzyło mi się kilka małych złośliwości, ale to obok merytorycznych uwag.

    Jeśli Tobie się podoba styl i treść Przemka pisania, trudno polemizować z upodobaniami. Mnie też się podoba styl i wyobraźnia Spidera, ale przez to nie umyka mi treść, lekko mówiąc kontrowersyjna, a często powstała w rezultacie nieetycznego warsztatu pisarskiego. Co nie znaczy, że nie czekam na porządne artykuły i mniej fanatyzmu.

    Czy przeszkadza Ci, że upominam się o szacunek dla swojej pracy, z której dziś Przemek skorzystał pełnymi garściam, bez przyznawania się do tego? Ja szanuję pracę, swoją i innych, oraz nie uważam za niestosowne upominanie się o ten szacunek, szczególnie od osób, które jak Przemek, przedstawiają się w swoich wpisach jako wysokiej klasy specjaliści. Często okazuje się, że Przemek co innego mówi, a co innego robi. Spójrz na jego komentarz nad Twoim – czy odpowiada Ci taka krytyka z furią? Może Przemek jest zdania, że używanie w stosunku do swoich czytelników określeń powszechnie uznanych za obelżywe, jest wyrazem kultury.

    Jest takie powiedzenie stare i nieobelżywe (bo ongiś ludzie nawet krytykę wyrażali w sposób cywilizowany), które w tym miejscu przytoczę jako komentarz do poprzedniego zdania: “Jaki pan, taki kram.”

  9. Mike PL mówi:

    Ale ta “furia” jak to określiłeś nie wynika już li tylko z tej konkretnej dyskusji pod tym jednym artykułem. Jest ona ewidentną pochodną wszystkich dotychczasowych dyskusji pod ostatnimi kilkudziesięcioma postami, które z Twojej strony merytoryczną dyskusją raczej nie są…

    Mike PL

  10. makojad mówi:

    @Mike PL Furia, Mike PL, wynika z kompromitacji i braku argumentów. Bo jakże naiwnie trzeba myśleć, by stwierdzić, że można z czyjejś pracy skorzystać jak ze swojej i nie znajdzie się nikt, kto zauważy nadużycie.

    “(…) które z Twojej strony merytoryczną dyskusją raczej nie są…” – to Twój merytoryczny argument – “nie są, bo nie są i już”? Co konkretnie Cię skłoniło do takiego wniosku, czyżby aura emocjonalna? ;) Gdzie byłeś podczas tych “wszystkich dotychczasowych dyskusji”?

    Jeśli będę miał czas opiszę szczegółowo “pracę” Przemka nad listem Jobsa, może to do Ciebie (i innych) przemówi, skoro nie przemawiają nadużycia, których od początku istnienia Spider’s Web dopuszcza się autor, o czym cierpliwie pisałem już nie raz.

  11. Anonymous mówi:

    a tak z innej beczki: na górze postu w sekcji Reklamy Google znalazły się zapisy: Apple Updates, Badanie Krwi, Białaczka, Jobs – wymowne – chyba google wie cos więcej niż steve chciał przekazać w liście. ;)

  12. Anonymous mówi:

    Hmm przeczytałem oba tłumaczenia (autorytetem tłumaczeń nie jestem) ale podobieństwa widać – tego się ukryć nie da. Albo Panowie nadajecie na tych samych “falach” albo ktoś faktycznie od kogoś zaczerpnął …

  13. Anonymous mówi:

    Drodzy Panowie – a właściwie to Drogi Panie Makojadzie (może warto się zastanowić czy nie za dużo tego maku Pan je ;-) właściwie to nie wiem o co cały ten spór… Nie jestem tłumaczką – ale oświadczenie napisane jest przystępnym i zrozumiałym językiem i nie wiem dlaczego Pan Przemek miałby korzystać z pana tłumaczenia… to trochę żałosne doszukiwanie się podobieństwa jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe…No cóż – może blog Pana Przemka, (który prowadzi go rewelacyjnie) przeszkadza Panu Makojadowi we własnym poczuciu bycia idealnym ? Może warto zastanowić się nad sobą u progu Nowego Roku :-) Pozdrawiam serdecznie!

  14. makojad mówi:

    @Anonimowy 1: Jak widać raczej nie nadajemy z Przemkiem na tych samych falach. ;)

    A z tłumaczeniem sprawa jest dość prosta. Dobry tłumacz, nawet jeśli wspomaga się czyimś tłumaczeniem, robi to w swoim stylu i tak, by nie zostać posądzonym o plagiat. Przemek niestety po raz kolejny ujawnia, że nie jest dobrym tłumaczem. A pisałem o tym rzeczowo już m.in. w tym miejscu: http://xrl.us/bebvsu
    Co do pytania “kto z kogo”, odpowiedź jest równie prosta – moje tłumaczenie było dostępne w sieci dzień wcześniej. (http://blip.pl/s/5922108)

    Ale żeby po raz kolejny przekonać tych, co mają wątpliwości, napiszę parę wskazówek.

    Przemek tłumaczył niedbale – o tym, że korzystał “garściami” z mojej wersji świadczy wiele dziwnych decyzji. W dwóch miejscach na przykład zrobił 2 zdania tam, gdzie Jobs (i ja tłumacząc) napisał jedno – aby się różniło. Przemek używa określeń, których Jobs nie użył, np. “wiele z masy ciała” (co to znaczy w ogóle?) , “stracone kilogramy”), a które mają odróżniać Przemka tłumaczenie od mojego. Wreszcie Przemek “przekręca” gramatykę Jobsa, np.: “(…) a nie na intensywnych przygotowaniach” (Jobs używa tu imiesłowu, a nie formy rzeczownikowej) oraz “będzie wspierać mnie podczas mojego powrotu do zdrowia pamiętając jednocześnie” (“pamiętając” – Jobs nie używa imiesłowu). Te ostatnie to akurat drobiazgi, ale świadczą o tym, że Przemek z tekstem oryginalnym się zbytnio “nie obył”.

    A teraz cięższe rzeczy. Przemek, by się odróżnić ode mnie, zmienia znaczenia tak, że wychodzą niedorzeczności. Na przykład pisze: “Lekarstwo na problem z odżywianiem jest względnie proste i bezpośrednie (…)”. Otóż mniemam, że Przemek zmienił moje “leczenie” na swoje “lekarstwo”. I co wyszło? O ile leczenie może być proste (czyli nie wymaga np. wielu zabiegów) oraz bezpośrednie – mój wybór tego słowa – (Jobs używa słowa “straightforward”, które w polskim ma różne odcienie znaczeniowe, zależnie od kontekstu; Jobsowi chodzi o to, że leczenie jest bezpośrednie, a więc dotyczny tej konkretnej dolegliwości, a np. nie trzeba najpierw lub równocześnie leczyć innych schorzeń), o tyle dla Przemka to lekarstwo (dosłownie przetłumaczył słowo ‘remedy’) jest “proste i bezpośrednie”. Jak lekarstwo może być proste i bezpośrednie? Proste, znaczy 1 pigułka? Bezpośrednie, czyli np. dożylnie? O co chodzi? Tego się nie dowiemy z tłumaczenia Przemka.

    No i w końcu Przemek wykazał się zadziwiająco zgodną z moją, intuicją, co do tłumaczenia miejsc w tekście, które można przełożyć na 1000+1 sposobów. Tak jak powiedziałem wcześniej – profesjonalny tłumacz poradziłby sobie z tekstem bez zbytniego sugerowania się, nawet dysponując innym tłumaczeniem. Ale Przemek zamiast wykonać swoją część pracy albo zacytować moją wersję (z podaniem źródła), przyjmuje bardzo biernie moje osobiste preferencje i sugestie w tekście tłumaczenia. Np. w pierwszym zdaniu użyłem wyrażenia “dane mi jest spędzać święta z rodziną”, co jest zgodne z intencją oryginału (Jobs nadaje dużego znaczenia pierwszej części tego zdania – “I’m getting to spend”), ale można napisać na wiele różnych sposobów, choćby np. “mogę spędzać święta (…)”, itd.
    Inny przykład – Przemek pisze za mną: “dotarcie do pierwotnej przyczyny tego problemu (…)”. Jobs użył wyrażenia “root cause”, co bezpośrednio po polsku oznacza korzeń – dotarcie do korzeni/korzenia problemu/sprawy. Ja użyłem wyrażenia “pierwotnej przyczyny”, bo z różnych względów słowo “pierwotny” pasuje tutaj, ale tak samo pasuje “podstawowy”, “bezpośredni”, “najgłębszy” i inne jeszcze przymiotniki. Dlaczego Przemek użył “pierwotnej przyczyny”? Czy studiował też jeszcze filozofię, by takie skojarzenie było pierwszym skojarzeniem?
    Warto zwrócić uwagę na ciąg dalszy zdania Przemka – “dotarcie do pierwotnej przyczyny tego problemu i naprawienie go musi stać się dla mnie celem numerem 1.” A chodzi w tekście o utratę wagi – Jobs tracił wagę, więc chce dotrzeć do przyczyny tego faktu i odwrócić zmiany (reverse). Dla Przemka mowa jest o “naprawieniu problemu utraty wagi”. Tymczasem Jobs nie mówi o naprawie (bo to słowo pasuje do samochodu), ale o odwróceniu zmian – stracił na wadze, więc chce to odwrócić czyli przybrać na wadze. Logiczne. Nie dla Przemka, jak się okazuje.

    Naprawdę nie jest trudną rzeczą dla doświadczonej w pisaniu osoby ,zorientować się, że ktoś korzysta z naszego własnego toku rozumowania lub przytacza dosłownie fragmenty. Przemek też kiedyś miał taką sytuację, że ktoś skorzystał z jego pracy i był wielce zbulwersowany, poświęcił nawet temu osobny wpis (http://xrl.us/bebvy2) – zerknijcie. Nie wiem dlaczego nagle pojawiają się głosy, że ja akurat nie mam mieć prawa do wyrażenia tego co myślę i upominania się o szacunek dla mojej własnej pracy, z której Przemek skorzystał bez powołania się na mnie.

    @Anonimowa 2: Przeczytaj dokładnie powyższe słowa i zacznij dyskutować merytorycznie. Dawanie anonimowych porad świadczy o Tobie. Ja się nie uchylam od dyskusji, jestem obecny i wypowiadam się na Spider’s Web od początku jego istnienia – proszę się nie bać zatem rzeczowej wymiany zdań i ustosunkowywać się do poszczególnych tematów i wypowiedzi oraz argumentować swoje zdanie (np. Przemka blog jest rewelacyjny, bo… coś tam konkretnego, nie zaś “bo jest”). To dobre ćwiczenie w odejściu od emocjonalnego rozumowania (Twoje “to trochę żałosne”) w kierunku rzeczowego. Również pozdrawiam, tylko nie wiem kogo. ;)

  15. Anonymous mówi:

    Witam po raz kolejny :-) Dziękuję Panu, Panie Makojadzie za tak wyczerpujące wyjaśnienia i rzeczowe argumenty. Jestem zaskoczona tym, że tak szczegółowo analizuje Pan każde słowo i każdy zwrot oświadczenia… Nie należę do ignorantek, ale to szczegółowe analizowanie każdego słowa mnie rozbroiło…Nic bardziej rzeczowego Panu nie napiszę… Myślę, że “biedny” Steve Jobs, gdyby wiedział jaką burzę wywołają jego słowa – nauczyłby się na tą okoliczność języka polskiego ;-) A tak wogóle to uśmiecham się do Pana serdecznie i proszę mi nie mieć za złe mojego emocjonalnego ;-) komentaerza :-) Pozdrawiam serdecznie!!!
    P.S Piszę jako anonimowa bo nie mam konta :-)

  16. Anonymous mówi:

    A Makojad ma, a i tak jest anonimowy :P

    Szkoda, że Steevo nie napisał, co jest dla niego “priorytetem nr 2″..

Leave a Reply

A Google na to: mylisz się Steve!

Google szybko odpowiedział na zaczepki Steve’a Jobsa podczas wczorajszej konferencji, kiedy szef Apple’a ironizował, że podając liczbę aktywowanych smartfonów z Androidem (przyp. red. – 200 tys. dziennie), Google wliczał w (czytaj dalej...)

Google Wave może nie żyć, lecz to nie oznacza, że nie żyje

Google Wave może być oficjalnie w stanie śmierci klinicznej, ale tak jak Google obiecał, jego nowe wcielenia pojawiają się tu i ówdzie w innych produktach Google’a. Na pierwszy rzut fragmenty (czytaj dalej...)

Dlaczego iPhone 4 jest taki drogi? – pyta Michał Młynarczyk w tekście na gazeta.pl

Nawet podpisując dwuletnią umowę z operatorem za iPhone 4 rzadko kiedy zapłacimy mniej niż 1000 zł. Bez umowy smartfon Apple jest jeszcze droższy – może kosztować nawet 4500 zł. Skąd (czytaj dalej...)

7 smartfonów z Windows Phone 7 potwierdzonych

Premiera bardzo oczekiwanego i obiecującego mobilnego systemu operacyjnego Microsoftu – Windows Phone 7 – już całkiem niedługo. Microsoft przygotował gigantyczny budżet sięgający okrągłych 500 mln dolarów na promocję produktu, który (czytaj dalej...)




Grafika: STUDIO PROJEKTOWE MARIA ZIELIŃSKA
Kodowanie: