Przemysław Pająk
12 marca, 2009
Po raz kolejny bez organizacji konferencji prasowych oraz przedstawień medialnych Apple wprowadza na rynek odświeżone wersje ważnych pozycji ze swojego portfolio. Po nowych komputerach stacjonarnych tydzień temu, wczoraj w sklepie online Apple pojawił się nowy iPod shuffle. Czy to tymczasowa zmiana strategii PR w oczekiwaniu na powrót Steve’a Jobsa, czy jednak nowy sposób komunikacji nowych produktów?
2009 rok obfituje w nietypowe wydarzenia w Apple. Najpierw przedstawiciele firmy ogłosili, że Apple po raz ostatni bierze udział w targach MacWorld, na których od powrotu Jobsa aż do 2008 roku działy się rzeczy niesamowite. Na ostatnim MacWorld z udziałem Apple wiceprezes ds. marketingu Phil Schiller nie zaprezentował spektakularnych nowości, bo trudno takowymi nazwać odświeżone pakiety iLife i iWork. Tydzień później Steve Jobs poinformował, że bierze pół roku urlopu zdrowotnego i oddaje stery zarządzania w ręce szefa operacyjnego Tima Cooka. Oczekiwane przez rynek nowe iMaki oraz Maki mini pojawiły się w marcu bez żadnego specjalnego wydarzenia medialnego (nie licząc narastających lawinowo plotek i przecieków na kilka dni przed premierą). Tydzień później Apple – bez żadnego rozgłosu – dodało do swojej oferty nowego iPoda shuffle.
Jeszcze rok temu Steve Jobs na dwóch oddzielnych konferencjach dla mediów przedstawiałby nowe komputery stacjonarne, a później iPody używając słów “najlepszy, bezkonkurencyjny, przełomowy, rewolucyjny” we wszystkich możliwych konfiguracjach. Dzisiaj, w 2009 roku, poza oficjalnymi informacjami prasowymi wysyłanymi przez dział PR, Apple nie wspiera dodatkowo premier swoich nowości świadomie rezygnując z dodatkowego handicapu, jakim niewątpliwie były osławione konferencje firmy. Do tej pory dzięki nim Apple zapewnione miało publicity w każdym dosłownie zakątku globu.
W związku z tym rodzi się szereg możliwych scenariuszy. Pierwszą myślą, która chyba wszystkim przychodzi do głowy jest po prostu oczekiwanie na powrót Steve’a Jobsa. Poprzez brak organizacji konferencji prowadzonych przez innych przedstawicieli firmy, Apple pompuje balon oczekiwania na powrót Jobsa. Jeśli Apple ma w zanadrzu dużo większy produkt, niż tylko odświeżone linie iMaków, to można założyć, że grunt medialny przygotowany jest właśnie pod niego. Cały świat będzie bowiem patrzył w kierunku Cupertino kiedy Jobs będzie wracał do pracy. Jeśli przy okazji w czerwcu pokazałby coś naprawdę nowego (tablet, netbook, lub/i nowy iPhone), to bardziej spektakularnego powrotu i debiutu Apple nie mogłoby sobie wymarzyć.
Tyle, że jeśli taką strategię obrała Apple, to musi być pewna, że ze Steve’m Jobsem naprawdę wszystko w porządku i przed nim jeszcze wiele lat na czele firmy. Ta strategia jeszcze bardziej winduje pozycję Steve’a Jobsa na jedyną twarz publiczną Apple. To jeszcze mocniej uzależni jej wyniki na giełdzie nowojorskiej od postaci charyzmatycznego wodza. Jeśli Jobs w czerwcu wróci i przedstawi światu np. iTablet, to komentatorzy będą grzmieć o trzecim epizodzie Jobsa w Apple, Jobsie 3.0, czy też największym powtórnym comebacku w historii biznesu. Tym samym na długie lata zamknie to drogę komukolwiek z Apple do stania się medialnym następcą Jobsa.
Może się jednak okazać, że w obliczu braku Jobsa u sterów Apple firma przyjmuje nową strategię komunikacji z rynkiem – bez wyraźnego lidera, bez jednostki utożsamianej z sukcesem i ewentualną porażką nowych produktów. Od jakiegoś czasu Apple wycofuje się z uczestnictwa z imprez zewnętrznych (MacWorld, Expo w Paryżu) na rzecz komunikacji z klientem w detalicznej linii sklepów oraz sklepie wirtualnym. Może się wkrótce okazać, że te ruchy były pierwszym etapem wdrażania nowej strategii PR i próżno będzie w nadchodzących latach oczekiwać spotkań Apple z mediami i fanami organizowanymi na sposób, jaki znamy od lat. Wykorzystanie plotek i przecieków do podgrzania atmosfery przed debiutami kolejnych produktów mogłyby potwierdzać ten kierunek zmian w medialnej polityce Apple.
W niedługim czasie przekonamy się, który z dwóch możliwych scenariuszy jest realizowany. Może również okazać się, że wypadki potoczą się jeszcze w innym kierunku. Tak, czy owak 2009 rok jest niezwykle ciekawy w historii Apple. I to nie ze względu na wprowadzanie nowych produktów, ale obserwację zmian w polityce medialnej związanej z wydarzeniami wokół osoby szefa firmy. Już dziś ze 100% pewnością możemy założyć, że Apple wdrożyło nietypową dla siebie politykę działań. Nie wiemy jeszcze, który z możliwych kierunków wybrała.
| poprzedni wpis | początek | następny wpis |
Może i nietypową dla siebie, natomiast prawie normalną dla innych firm. Sony, HP, Samsung LG itd. nie robią wielkiego show z wprowadzania nowego produktu, czy usługi.
Obserwuje, że Apple powoli traci swoją unikalność, może to się nazywa dojrzewanie, bunt młodości podbijanie świata, rewolucje – czas skończyć z tymi pierdołami i zająć się biznesem.
Smutne to dla zagorzałych fanów, siedzących na gorących krzesłach i wystukujących kolejne plotki w swoje blogi.
Kiedyś już komentowałem to jako samo nakręcająca się spirala oczekiwań,żądań i w końcu rozczarowania.
A co będzie na tej tak strasznie wyczekiwanej konferencji w czerwcu i powrocie SJ ? NIC – żadnego netbook, żadnego iPhona X (mini, nano itd). Jedynie co będzie to nowy SDK, i soft do iPhona, oraz Snow Leopard. I tyle.
Już można zacząć pisać, że nie tego się oczekiwało. Sorry.
Łukasz – nietypową dla siebie, ale normalną dla innych firm – racja. Ale Apple nie jest jedną z tych firm, ponieważ żadna z nich nie wypracowała sobie tak istotnej roli w kształtowaniu nowych trendów nowych technologii. To na Apple się czeka nie tylko na zaprezentowanie nowych produktów, czy rozwiązań, ale również w kontekście tego, co rynek będzie robił w najbliższych latach. To tak jak rynek muzyki pop czeka co zrobi na nowych płytach Madonna, bo potem ten rodzaj nowego brzmienia szmuglowany jest na wszystkie możliwe sposoby do innych gwiazdeczek pop. I nawet antyfani Apple, których przecież nie brakuje i którzy są głośni w swoim buncie przeciwko firmie Jobsa, niejako podkreślają jej unikatowość.
Nie sądzę, żeby było to dojrzewanie, bo Apple to marka po przejściach. Rewolucje nie są pierdołami. Zauważ, że w ostatniej dekadzie aż dwa produkty Apple – iPod i iPhone – miały realny wpływ na kształtowanie się kultury masowej oraz kilku nisz rynkowych. Czy się komuś podoba, czy nie tak właśnie jest. Kiedyś wszystko co było przenośne i odtwarzało muzykę nazywano walkmanami, dzisiaj iPodami. To niespotykane, aby produkt, który nazywał kategorię stracił to miano na rzecz innego produktu. Nie znam innej takiej kategorii. Adidasami nazywa się wciąż wszystkie buty sportowe, w Anglii hoover to po prostu odkurzacz, choć jest na to słowo słownikowe “vacuum cleaner”, a na moim poletku “vegeta” to wciąż jakakolwiek przyprawa uniwersalna, choć Kucharka sprzedaje się o jakieś 25% więcej.
W przypadku iPhone’a to ten fenomen dopiero się buduje i fascynująca jest jego obserwacja. Mimo półtorarocznego stażu już dziś wszyscy wielcy go klonują na wszelkie sposoby. Tak jak brzmienie Madonny kopiuje Kylie Minogue i tysiące innych gwiazdek pop.
Pewnie się sytuacja w Apple zmienia, co świetnie pokazują ostatnie wydarzenia: ciche wprowadzanie kluczowych produktów, a konferencje organizowane dla półproduktów. Ja nie mam z tym żadnego problemu; nie płaczę po zmianie, ja ją tylko opisuję. I opisywanie tych zmian jest dla mnie fascynujące. Wydaje mi się, że nigdy nie było lepszego czasu żeby pisać o Apple. Tyle się tu dzieje niesamowitych w kontekście jej historii rzeczy.