Trudne pytania mediów społecznościowych

Wraz z dynamicznym rozwojem portali społecznościowych mnożą się...
Wraz z dynamicznym rozwojem portali społecznościowych mnożą się...

Jak najtaniej kupić iPhone 4?

Znamy już ceny iPhone 4 we wszystkich polskich...
Znamy już ceny iPhone 4 we wszystkich polskich...

Klucz do przyszłych tabletów i e-czytników ...

Jednym z najważniejszych – o ile nie najważniejszym...
Jednym z najważniejszych – o ile nie najważniejszym...
Etykiety:

Dave Matthews Band to jeden z nielicznych zespołów muzycznych, które są niezwykle popularne jedynie na jednym brzegu Atlantyku. W Europie praktycznie nieznani, w Ameryce DMB to jedna z najbardziej rozpoznawalnych kapel muzyki rozrywkowej, a na pewno jeden z ulubionych zespołów koncertowych Ameryki. Dzisiaj premiera ich najnowszej płyty studyjnej “Big Whiskey & the GrooGrux King“. Płyty szczególnej. Pod wieloma względami.

Niewiele jest grup muzycznych, których brzmienie jest tak rozpoznawalne jak w przypadku Dave Matthews Band. Jazzowe aranżacje, prowadząca gitara akustyczna, pełen przekrój instrumentów dętych oraz elektryczne skrzypce – to rozpoznawalne cechy kapeli Dave’a Matthewsa; kapeli, która rok w rok wzdłuż i wszerz objeżdża Stany Zjednoczone dając grubo ponad 200 koncertów. Wielki sukces koncertowy DMB ma jednak swoje negatywne konsekwencje. Na przestrzeni ostatnich lat zespół rzadko decydował się na wydawanie nowych płyt studyjnych zasypując fanów kolejnymi albumami koncertowymi, których uzbierało się już w dyskografii ponad dwadzieścia. Nie zawsze na studyjnych płytach udawało się Dave Matthews Band przenosić wszystkie emocje, które towarzyszyły wersjom koncertowym utworów. Od 1998 roku i wydania wiekopomnego dzieła “Before These Crowded Streets“, które uwzględniane jest w rozlicznych rankingach na rockowe płyty wszechczasów, Dave Matthews Band mieli problemy z nagraniem zbilansowanego albumu studyjnego, który z jednej strony byłby godnym następcą arcydzieła z 1998 r., a z drugiej oddawałby koncertowy charakter zespołu.

Po nieprawdopodobnym sukcesie “Before These Crowded Streets” zespół chciał szybko wrócić z nową płytą studyjną. Na koncertach promujących BTCS doskonale sprawdzały się nowe utwory: “Grey Street”, “Big Eyed Fish”, “Grace Is Gone”, czy “Bartender”. Nad płytą zespół pracował z legendarnym producentem Steve’m Lillywhite’m, który był współtwórcą unikalnego brzmienia DMB na trzech pierwszych albumach. W pewnym momencie Dave Matthews ogłosił jednak, że zespół przerywa prace, które nie zmierzają w pożądanym kierunku. Zdecydowano się na kompletnie nowe rozwiązanie. Zespół zatrudnił jedno z najgorętszych nazwisk producenckich w Stanach Zjednoczonych – Glena Ballarda, który na swoim koncie miał właśnie sukces Allanis Morissette. Ballard przyszedł do studia i wręczył Dave’owi Matthews’owi gitarę elektryczną zabraniając gry na jego ulubionej akustycznej. W ciągu pół roku zespół (a w zasadzie głównie Matthews oraz sam Ballard) nagrał album “Everyday” z kompletnie nowymi utworami, który wprawdzie dotarł do pierwszego miejsca sprzedaży w USA i Kanadzie, ale fani byli rozgoryczeni – zespół zgubił swoje cechy rozpoznawalne, a rola Boyda Tinsley’s (skrzypek) oraz Leroy’a Moore’a (instrumenty dęte) została sprowadzona do zdjęcia na okładce płyty. Fanom udało się zdobyć niepublikowane nagrania z sesji z Lillywhite’m i w 2001 r. ekscytowali się bardziej “The Lillywhite Sessions” niż “Everyday”.

Na szczęście Dave szybko zrozumiał swój błąd i wkrótce DMB nagrali płytę “Busted Stuff“, która bazowała na materiale wypracowanym z Lillywhite’m. Niestety ulubione koncertowe utwory fanów nie brzmiały tak dobrze w nowych wersjach studyjnych jak na koncertach. DMB rzucili się więc w wir koncertowego szaleństwa wiedząc, że ich siła tkwi właśnie w niesamowitych aranżacjach koncertowych. W międzyczasie powstawały nowe utwory, które Dave i spółka chętnie prezentowali fanom na koncertach. Fani byli przekonani, że “Sugar Will”, “Good Good Time”, “Crazy Easy”, “Joy Ride”, czy “Hello Again” to materiał na doskonałą nową płytę studyjną. I kiedy w 2005 r. DMB zaprezentowali listę utworów na nowy album “Stand Up“, fani przecierali oczy ze zdumienia – ostał się tylko “Hello Again”. Premiera “Stand Up” przyniosła podobne odczucia do “Busted Stuff”. Wprawdzie nic nie można było zarzucić nowym utworom, ale magii z koncertów z pewnością w nich nie było. Mimo, iż album ponownie dotarł do miejsca pierwszego na Billboard, jego piosenki nie weszły w koncertowy kanon DMB (no, może oprócz “Louisiana Bayou”).

W 2008 roku pojawiły się pierwsze pogłoski o nowym albumie DMB planowanym na 2009 r. Na koncertach pojawiały się nowe świetne utwory. “The Idea of You”, czy “Corn Bread” szybko stały się ulubieńcami nie tylko fanów, ale także samego zespołu. I kiedy DMB opublikował listę piosenek mających znaleźć się na najnowszym albumie fani znowu nie mogli uwierzyć w nieobecność najlepszych nowych kawałków znanych z koncertów. Mało kto rozumiał także tytuł nowego albumu “Big Whiskey & the GrooGrux King” mając za złe DMB, że rozmienia poważny charakter swojej muzyki na drobne. Na dodatek w sierpniu 2008 r. w trakcie pracy na albumem, na skutek obrażeń poniesionych w wypadku podczas jazdy quadem, zmarł członek-założyciel Dave Matthews Band, saksofonista Leroy Moore. Wszystko zdawało się przemawiać za tym, że “Big Whiskey” będzie kopią “Busted Stuff” oraz “Stand Up”, na dodatek pozbawionym jednego z głównych atrybutów unikalności muzyki DMB.

Nic bardziej mylnego. Dave Matthews Band powracają z fenomenalnym albumem, godnym następcą “Before These Crowded Streets” oraz dwóch pierwszych studyjnych płyt “Under the Table and Dreaming” oraz “Crash”, których repertuar do dziś stanowi podstawę koncertowego wymiaru grupy. “Big Whiskey” to jednocześnie wspaniały hołd dla Leroy’a Moore’a, którego niesamowite aranżacje przez lata definiowały unikalne brzmienie DMB. Tytuł albumu to odniesienie właśnie do Leroy’a, który przez przyjaciół nazywany był Grux. Big Whiskey to z kolei odniesienie do zabawnego wydarzenia podczas sesji zdjęciowej do nowego albumu (do obejrzenia na YouTube) oraz faktu, że whiskey było ulubionym napojem Moore’a…

Mnóstwo jest Leroy’a Moore’a na “Big Whiskey”. Jego dwie miniaturki otwierają i zamykają album (“Grux” oraz ukryty utwór przy kończącym album “You and Me”), a tam gdzie jego saksofonu i klarnetu zabrakło z pomocą przyszedł Dave Matthews, który swoimi wokalizami kopiuje styl Moore’a (“Spaceman”, “Squirm” i “Alligator Pie”). Po raz pierwszy na studyjnym albumie DMB pojawili się także często wspomagający zespół na koncertach Rashan Ross grający na trąbce oraz Jeff Coffin, który zastąpił zmarłego saksofonistę.

Dzięki tym transferom, na nowym albumie uderza big-bandowy charakter nowych utworów. “Shake Me Like a Monkey” to najbardziej spektakularne otwarcie płyty od czasu “So Much To Say” z albumu “Crash”, a “Why I Am” rozmachem konkurować może z ulubionym kawałkiem koncertowym fanów DMB – “Warehouse”. Aranżacyjne szczyty Dave Matthews Band osiąga także na improwizacyjnych “Alligator Pie” oraz “Seven”, które z powodzeniem kontynuują tradycję koncepcyjnie otwartych na popisy indywidualne utworów, takich jak “Louisiana Bayou” (z “Stand Up), czy “#41″ (z “Crash”). “Lying in the Hands of God”, “Dive In” oraz “Time Bomb” to z kolei typowe dla DMB ballady, ale myliłby się ten, który uznałby te utwory za typowe “pościelówy”. To właśnie w utworach o wolniejszym tempie czai się aranżacyjna magia Dave Matthews Band. Jazzujący saksofon, skrzypce oraz funkowa gitara akustyczna sprawdzają się w nich doskonale, a w przypadku nowych piosenek aż szkoda, że kończą się po czterech czy pięciu minutach.

“Squirm” to utwór, który z pewnością konkurować będzie z “Don’t Drink the Water” jako punkt kulminacyjny koncertów. Niepokojąca linia wokalna połączona z afrykańskimi motywami (z RPA pochodzi Dave Matthews) daje piorunujący efekt zręcznie podsycany przez doskonałą współpracę sekcji rytmicznej DMB. Płyta kończy się dwoma skromnymi miniaturami wygranymi głównie przez Dave’a Matthews’a i jego gitarę akustyczną: “My Baby Blue” oraz “You And Me”. Ostatni utwór na płycie to zarazem jeden z najbardziej radosnych utworów w całej dyskografii Dave Matthews Band.

Siła “Big Whiskey & the GrooGrux King” nie tylko tkwi w najlepszych od lat kompozycjach Dave’a. Oprócz Leroy’a Moore’a wielką pracę wykonuje bowiem na nim także dwóch muzyków: perkusista Carter Beauford oraz nie będący formalnie członkiem DMB gitarzysta Tim Reynolds. Beauford mógłby w życiorys wpisać sobie w zasadzie tylko “Big Whiskey” a i tak każdy zespół przyjąłby go z otwartymi ramionami. Dawno nie słyszałem tak innowacyjnego i orzeźwiającego podejścia do prowadzenia rytmu. Chyba tylko Pat Mastelloto z King Crimson byłby wstanie tak naturalnie przechodzić z beatu 4:4 na 7:8 i z powrotem uderzając ze trzydzieści razy na takt.

Tim Reynolds pojawił się na płycie Dave Matthews Band pierwszy raz od wspomnianego arcydzieła “Before These Crowded Streets”. W międzyczasie ten bliski przyjaciel Dave’a Matthewsa nagrał z nim kilka solowych akustycznych płyt koncertowych, które o wypieki na twarzy mogłyby przyprawić mistrza gitary akustycznej Erica Claptona. Reynolds to jeden z tych megaskromnych gitarzystów, którzy nie muszą dominować dostępnej przestrzeni, aby odcisnąć swoje piętno na muzyce. Na “Big Whiskey” Reynolds robi mrówczą, ale jakże spektakularną robotę. Wystarczy wsłuchać się w mini solo w “Lying in the Hands of God”, prowadzący riff w “Shake Me Like a Monkey” oraz drapieżne dźwięki w “Why I Am” aby przekonać się co znaczy doskonale współpracujący z zespołem gitarzysta.

Jest też oczywiście Dave Matthews. Coraz bardziej dojrzały muzycznie (choć ciągle śpiewający głównie o małpkach…;-)), coraz lepszy wokalnie (“Squirm”, “My Baby Blue”) i ujmujący jak zawsze (“Time Bomb”, “Funny the Way It Is”).

Warto było czekać i się denerwować.

  początek  

Podziel się

Przeczytaj również

Reklama





13 to “iPodowe inspiracje: DMB – Big Whiskey & the GrooGrux King”

  1. hendryk mówi:

    Który album jest wg Ciebie najlepszy?

  2. Naprawde ciezko mi powiedziec, bo do wszystkich plyt DMB mam stosunek bardzo emocjonalny. Na pewno pierwsze 3 plyty to albumy magiczne: Under the Table and Dreaming, Crash oraz punkt kulminacyjny jakim jest Before These Crowded Streets. Big Whiskey na pewno nawiazuje poziomem do tych wlasnie plyt.

  3. Dzięki za tę recenzję! Już się nie mogę doczekać, kiedy płytka do mnie dotrze.

  4. Anonymous mówi:

    Ale recenzja!!! Wyślij ją do Teraz Rock!!!
    Nigdy nie byłem i dalej nie jestem tak wielkim fanem DMB, jak Ty. Nie wiem
    jednak, czy pamiętasz, ale to ja, w czasach bezinternetowych, po wysłuchaniu
    jednej z nocnych audycji Piotra Kosińskiego podzieliłem się z Tobą
    informacją, że istnieje wyżej wymieniona grupa i w związku z naszymi
    preferencjami muzycznymi może nam się spodobać. Utwór “Don’t Drink the
    Water” miał bowiem coś z klimatu twórczości Petera Gabriela:-). Jak to masz
    w zwyczaju zaopatrzyłeś się w całą ówcześnie dostępną dyskografię Dave
    Matthews Band i tak się zaczęło…
    Ostatniej płyty słuchałem zaledwie 3 razy i to bardziej “przy okazji” innych
    czynności, niż jak to dawniej bywało leżąc ze słuchawkami na uszach i
    wsłuchując się z zapartym tchem w każdy wydobywający się z niej dźwięk.
    Twoja świetna recenzja zachęciła mnie jednak do tego, żeby dziś wieczorem
    podobnie jak Ty zachwycić się tym albumem.

    JUMB

  5. Dzięki Jumb :-)

    Ależ to były czasy, te przedinternetowe. Siedziało się po nocach, żeby Kosy posłuchać… I potem to namawianie znajomych w sklepach, żeby sprowadzili, żeby dali wcześniej niż premiera i takie tam.

    Teraz to wszystko takie proste. Pyk, pyk i już. A kiedyś? Cała magia polegała i na odkrywaniu i na zdobywaniu.

    Niby teraz lepiej, a bez magii.

  6. Anonymous mówi:

    Super recenzja! Całe szczęście, że w naszym kraju są ludzie, którzy znają i potrafią docenic ten oszałamiający zespół. Pozdrawiam z Wrocławia ;)

  7. Przemek Zdanowicz mówi:

    Bardzo dobra recenczja, bardzo udanego albumu. Słucham DMB od 5 lat (będąc maniakalnym fanem, że tak to ujmę) i cieszę się bardzo, że wrócili do wielkiej formy. Myslę, że ta płyta jest dowodem na to kto powinien zostać pełnoprawnym członkiem DMB w miejsce LeRoia Moora – tym kimś jest Tim Reynolds. Teraz już tylko czekam na koncert w Paryżu. A co do Cartera to nareszcie jego perkusja brzmi na albumie studyjnym tak jak powinna. Jedyny minus to ponowna marginalizacja skrzypiec. Miejmy nadzieję, że "na żywca" Boyd będzie miał więcej czasu i przestrzeni dla siebie. Pozdrawiam.

  8. @Przemek Zdanowicz – myślę, że Reynolds nie chciałby zostać członkiem DMB. On lubi niezależność i fakt bycia kumplem Dave'a. Bycie w jego zespole na stałe wiązałoby się zapewne ze zmianą charakteru relacji pomiędzy oboma panami.

    Rzeczywiście wsłuchując się szczegółowo w album też "rzuciło mi się w uszy", że Tinsleya jakby mało. A szkoda, bo jego skrzypce to jeden z najbardziej charakterystycznych wyznaczników brzmienia DMB.

  9. pawel rodak mówi:

    DObra recenzja. Troszkę jednak będę się upierał pprzy tym, że BTCS to to nie jest. Na Before.. była Alanis w Spoon i w Don't drink the water, nawet słabsze utwory (Pig) miały swoje piękne momenty (jeju, ten motyw na skrzypcach Boyda). Before these… było całością, pięknie otwartą "Pantala naga pampa" (zabawne, że oficjalne tłumaczenie tych słów nijak ma się do prawdziwego znaczenia), ślicznie zamkniętą ("wszystko będzie już dobrze…do widzenia, przyjacielu, do widzenia"). Big whiskey taka neistety nie jest, ale i tak jest krążkiem, które Stand up i Everyday pozostawia w tyle o kilka długości. Bardzo mnie to cieszy, bo pełno było opinii, że DMB się skończył, a to nieprawda.

    Ale Le Roia szkoda i myślę, że te kombinowanie z saksofonistami na koncertach zespołowi nie wyjdzie na dobre…

    serdecznie pozdrawiam i bardzo się cieszę, że ktoś tak wartościowo potrafi recenzować płyty tego zespołu :) .

    Paweł Rodak

  10. miner mówi:

    Właśnie byłem na koncercie DMB w Brixton Academy (piątkowy, dzisiaj grają w Hyde Parku) i muszę powiedzieć, że o ile nie byłem przekonany do nowej płyty, to po usłyszeniu koncertowych wersji "Shake Me Like a Monkey" i "Funny The Way it Is" oraz "Why I am" stwierdzam, że to świetny materiał. Mam nadzieję że koncert został nagrany, było dużo kamer i coś z tego wyniknie: jak nie DVD to przynajmniej fefnasty wolumen Live Trax.

  11. @miner – zazdroszczę Ci! Fajny opis wrażeń po koncercie (przeczytałem na Twoim blogu). Z tymi kamerami to się jeszcze wyjaśni…, ale oni zazwyczaj nagrywają i kręcą wszystko.

    Pozdrawiam!

  12. miner mówi:

    @spider – nie będę Cię katował ale wierz mi jest czego zazdrościć. Wspomnienia z koncertu zostaną we mnie na bardzo długo. Jeżeli chodzi o nagrywanie koncertów to jednak liczę na to co wyczytałem na forum antsmarching – ktoś rozmawiał z członkiem zespołu rejestrującego i powiedzieli, że w europejskiej trasie nagrywają tylko Brixton z zamiarem wydania DVD ("prawdopodobnie"). Zobaczymy…

  13. Przemek Zdanowicz mówi:

    Byłem w Paryżu w hali Olympia i nic nie kręcili. Koncert genialny. Porównując go do koncertu, który zagrali 2 lata temu w Brukseli – ten w Paryżu był zwyczajnie kosmiczny. Coffin i Reynolds robią różnicę. Nowa wersja So Damn Lucky powala na kolana. Materiał z Big Whiskey znakomicie sprawdza się na koncertach. DMB w wielkiej formie. Ale jeżeli chodzi o DVD to pewnie wybór padnie na Amsterdam.

Leave a Reply

A Google na to: mylisz się Steve!

Google szybko odpowiedział na zaczepki Steve’a Jobsa podczas wczorajszej konferencji, kiedy szef Apple’a ironizował, że podając liczbę aktywowanych smartfonów z Androidem (przyp. red. – 200 tys. dziennie), Google wliczał w (czytaj dalej...)

Google Wave może nie żyć, lecz to nie oznacza, że nie żyje

Google Wave może być oficjalnie w stanie śmierci klinicznej, ale tak jak Google obiecał, jego nowe wcielenia pojawiają się tu i ówdzie w innych produktach Google’a. Na pierwszy rzut fragmenty (czytaj dalej...)

Dlaczego iPhone 4 jest taki drogi? – pyta Michał Młynarczyk w tekście na gazeta.pl

Nawet podpisując dwuletnią umowę z operatorem za iPhone 4 rzadko kiedy zapłacimy mniej niż 1000 zł. Bez umowy smartfon Apple jest jeszcze droższy – może kosztować nawet 4500 zł. Skąd (czytaj dalej...)

7 smartfonów z Windows Phone 7 potwierdzonych

Premiera bardzo oczekiwanego i obiecującego mobilnego systemu operacyjnego Microsoftu – Windows Phone 7 – już całkiem niedługo. Microsoft przygotował gigantyczny budżet sięgający okrągłych 500 mln dolarów na promocję produktu, który (czytaj dalej...)




Grafika: STUDIO PROJEKTOWE MARIA ZIELIŃSKA
Kodowanie: