Przemysław Pająk
27 lipca, 2009
iTunes to największy sprzedawca muzyki na świecie z około 85% udziałem w największym na świecie rynku amerykańskim. Sukces sklepu Apple przeobraził rynek w kierunku większego ułamka legalnych pobrań plików cyfrowych, ale nie wszyscy pałają do niego miłością. Wielu artystów protestuje przeciwko systemowi sprzedaży pojedynczych utworów, co według nich ma zabijać muzykę.
Model biznesowy iTunes jest także obiektem nieustannych negocjacji Apple z wytwórniami fonograficznymi. Ich wynikiem była niedawna decyzja o zdjęciu zabezpieczeń DRM z plików mp3 (czego domagało się Apple), ale przy rezygnacji ze sztywnego modelu cen pojedynczych plików (czego od lat domagały się fonogramy). Uwolnienie cen równało się z ich podniesieniem, ponieważ najatrakcyjniejsze pliki – nowości rynkowe – podrożały o 30%, z 99 centów na 1,29 dolara. Na wyższych cenach w iTunes skorzystał drugi gracz na rynku amerykańskim Amazon.mp3, który szybko urósł kilka procent.
Dzisiejszy “Financial Times” donosi, że Apple finalizuje właśnie rozmowy z czterema największymi wydawcami na temat nowego pomysłu na zwiększenie sprzedaży w iTunes. Jakkolwiek by analizować kolejne przepychanki, Apple ponownie zdaje się zgadzać na ustępstwa wobec fonogramów. Tym razem chodzi o zwiększenie zainteresowania klientów pełnymi albumami bardziej niż pojedynczymi piosenkami. Projekt nazywa się “Koktajl” i polegać będzie na ofercie dodatkowych benefitów z zakupu całego albumu: poszerzonej grafiki wraz z pełnymi zdjęciami, tekstami piosenek, materiałami wideo oraz interaktywnymi elementami. Taki plik będzie można otwierać poza iTunesem, włącznie z odtwarzaniem muzyki czy wideo.
Szczególnie ta ostatnia “funkcjonalność” wydaje się być wielkim ustępstwem Apple na rzecz fonogramów, które z iTunesa zrobiło niesamowicie przyjazny interfejs zakupowy, gdzie przycisk “kup” czai się na każdym możliwym rogu. Przesuwanie oka klienta poza iTunes może być początkiem końca hegemonii sklepu Apple’a.
“Financial Times” pisze również o tablecie Apple’a, który ma wg gazety pojawić się jeszcze w tym roku (a nie jak donosił AppleInsider – na początku przyszłego), aby zgarnąć szał zakupów przedświątecznych. iTablet miałby być urządzeniem, na którym produkty z projektu Koktail znalazłyby swoje idealne miejsce.
Pomysł na Koktail wydaje się być rozwinięciem iTunes Pass – projektu wdrożonego w sklepie Apple’a całkiem niedawno. Nie wiadomo dokładnie na ile popularne były “passy” oferowane przez iTunes w ostatnim czasie, ale można założyć, że spełniły swoje zadanie biznesowe i teraz Apple plus firmy fonograficzne chcą przełożyć to na główną linię sprzedaży.
Trudno wierzyć, że Apple godzi się na kolejne ustępstwa wobec firm wydawniczych bez własnego planu rozwoju biznesu. Może właśnie tablet będzie miejscem, w którym nowy sposób dystrybucji mediów napędzał będzie sprzedaż z iTunes. Od lat Apple hołubi bowiem modelowi, że sklepy takie jak właśnie iTunes, czy od roku AppStore mają na celu zwiększenie potencjału zakupowego gadżetów i komputerów z logiem jabłka.
Jedno jest pewne: w najbliższych miesiącach będzie bardzo ciekawie.
| poprzedni wpis | początek | następny wpis |
No cóż. Wydaje się, że w jednym momencie napisaliśmy dość podobne rzeczy. Zgadzam się Przemku, będzie interesująco.
Pleć pleciugo byle długo.
Czego to nie potrafi skojarzyć wybujała marketingowa wyobraźnia. Prosta informacja zostaje przedstawiona jako niesłychana sensacja. Na dodatek czytelnik dowiaduje się, że Koktail najlepiej smakować będzie z tabletu, którego nie ma. No i naiwna sugestia, że tablet to idealne urządzenie do korzystania z iTunes, jest po prostu zwykłym marketingowym wytworem wyobraźni, ogłupiającym czytelnika, który póki co umie korzystać z iTunes, a tabletu nie widział na oczy. A może autor już spożywał Koktail z iTabletu?
W każdym razie nadgorliwość wciąż-neofity i "rzetelność" marketingowca to wybuchowa mieszanka, której produktem jest jak widać "wyobraźnia odkrywcza".
Tak na marginesie – jak widać proroctwa netbooka zostały zamienione na proroctwa tabletu. Na Spider's Web nawet wróżby i proroctwa są koniukturalne.
2 inne sprawy:
1. PIerwsze słyszę, żeby wytwórnie fonograficzne nazywać fonogramami. Fonogram to określenie produktu wytwórni fonograficznej, czyli zapisu dźwięku. Stąd zresztą nazwa – wytwórnia fonograficzna, bo wytwarza fonogramy. Tak czy owak, jeśli autor używa takiego przymiotnika celowo, to musi to być jakiś niszowy język podwórkowy chyba.
2. Za to podwórkowym językiem, i to tym niewyszukanym, z pewnością jest odmiana nazwy iTunes przez przypadki, które to kalectwo językowe występuje na tym blogu po raz n-ty. Odmiana "iTunesa" brzmi mniej więcej tak jak odmiana "melodiów" – kocia muzyka dla każdego, kto choć trochę kocha polski lub angielski.
Skoro autor chwali się ukończeniem filologii angielskiej, może mógłby coś z tym zrobić. Chociaż, obawiam się, że figlarności "iTunesa" nawet dyplom nie da rady.
@S.Ł. : Czytam Twój ostatni wpis, Sebastian, i nie widzę podobieństwa, poza faktem, iż obaj piszecie o iTunes.
Ściśle rzecz biorąc, fonogramy to zapisy dźwięków zrobione za pomocą specjalnego, analogowego rejestratora zwanego fonografem.
makojad jesteś moim idolem.
makojad człowiecze mały, czy ty jakiś kompleks masz? (może tego, że twoją "twórczość" czyta zapewne mniej osób niż spider'a), po jaką cholerę czytasz ten blog? Nie podoba się, nie czytaj. Rozumiem, że część sformułowań padających tutaj (na blogu) może się nie podobać / można mieć inne zdanie, z częścią tez można się nie zgadzać itd. ale w tobie widzę jakieś totalne zacietrzewienie do krytykowania wszystkiego. Jeśli totalnie wszystko tutaj ci się nie podoba (a szczególnie jak widać osoba samego autora), to po co tracić czas na czytanie, komentowanie itd.? – nie masz co robić z wolnym czasem, czy krytykowanie świata sprawia ci jakąś szczególną satysfakcję? – to jest domena ludzi małych, maluczkich, którzy sami nie potrafią zrobić niczego pozytywnego i cały sens swojego istnienia sprowadzają do krytyki, jątrzenia itd.
Tym razem już nie zdzierżyłem, czytając kolejny "elaborat"
Anonimowy – a co Ci to przeszkadza, każdy może tu komentować a widać, że słowa krytyki przez niektórych ciężko jest przyjąć. Równie dobrze Ty nie musisz czytać komentarzy makojada jak Ci się nie podobają!
.
Ja osobiście zaglądam na ten blog tylko dla komentarzy makojada
Ja także odwiedzam blog Przemka, bo po prostu uwielbiam czytać cięte komentarze Makojada. Well done makojad